Na naszej witrynie stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczone w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".

Rekomendacje

Kiedy zgłosiłam się do terapeutki, to miałam gotowy scenariusz oczekiwań. Moje oczekiwania były dla mnie jasne i czytelne  to on ma problem i  masz coś zrobić by on nie pił.

Ja nie mam problemu  . I jeszcze jedno moje przekonanie ----- Jak nie będzie pił to wszystko będzie ok.

Terapeutka cierpliwie mnie słuchała.

Ja mówiłam , mówiłam a  ona ………..słuchała. W pewnym momencie to ja zamilkłam wpatrzona w nią.

 I to co usłyszałam od niej wprawiło mnie w tak duże rozdrażnienie, że miałam ochotę wyjść i więcej nie wrócić.

 Usłyszałam , że bez względu na to co zrobię on i tak będzie pić, to ja potrzebuję pomocy i moja rodzina. Mówiła z dużym spokojem,  ze zrozumieniem sytuacji.

 Nasza sesja nawet nie wiem kiedy zeszła na moje problemy. Otrzymałam dużo wsparcia i ofertę terapeutyczną dla siebie.

W domu rozważałam i na nowo przerabiałam sesję. Miotały mną sprzeczne uczucia, nie potrafiłam się uspokoić. Słuchałam wszystkich co mam robić aby on nie pił, i nic nie pomagało, a tu taka Zosia, mówi mi, że mam się sobą zająć , i że ona mi na sesjach wytłumaczy o co chodzi.

Nie miałam nic do stracenia, czułam się przyparta do ściany , poszłam na spotkanie tylko dlatego że  znów się  zafiksowałam , że może usłyszę o czymś  co pomoże by on przestał pić. Byłam mocno spięta i mocno skoncentrowana by rozmowa przeszła na  temat mego męża. Nie udało się. Wspominam dziś po upływie kilku lat te pierwsze chwile z terapeutą. Uśmiecham się do siebie i swojej naiwności. Dziś potrafię powiedzieć nie, stawiać granice, wiem jakie mam potrzeby, mam czas dla siebie i moich najbliższych. Mój mąż obserwując mnie jak ja się zmieniam wystraszył się o nasz związek , sam zgłosił się na leczenie , nie pije od kilku lat. Te lata były dla nas bardzo trudne na nowo budowaliśmy nasze relacje, korzystaliśmy z sesji rodzinnej. Wiem dziś na pewno, ze gdyby nie terapia nie poradzilibyśmy sobie.

Zuza

 

 

Piłem alkohol od wielu lat. Moje trzeźwienie zaczynało się na detoksie , po czym wracałem do domu , by dalej pić. Nie miałem nic, ani wykształcenia, ani stałej pracy miałem tylko chorych rodziców. Kiedy ” piłem potrafiłem zapić spojrzenie mamy pełne troski i smutku”

Zarobione dorywczo pieniądze przeliczałem na alkohol, który piłem z kumplami. Miałem poczucie , że jestem lubiany i mam dużo  kumpli. Nie widziałem tego, że kumple pojawiają się wtedy, gdy mam pieniądze. Przepijałem wszystko. Mój czas trzeźwienia zaczął się od dnia kiedy spotkałem kolegę z dziecięcych zabaw, on po studiach ja nawet nie miałem matury. Spojrzał na mnie i zapytał czy takiej chcę dla siebie przyszłości. Dał mi adres do Zosi.

Zgłosiłem się , początkowo były to spotkania indywidualne, miałem swój program spotkań. Nauczyłem się pisać, na nowo czytać, odgrzebywać i docierać do swych marzeń. Zawsze czułem, że jest ze  mną Zosia, to ona potrafiła zatrzymać mnie i moje mechanizmy choroby. Zaufałem jej. Nawet wtedy gdy konfrontowała mnie z sytuacjami mało komfortowymi dla mnie. Zrozumiałem dzięki niej czym jest terapia w przypadku mojej choroby.

Na grupie dopiero zrozumiałem co znaczy kolega. W trakcie terapii kończyłem ogólniak , potem studia.

Bartek

 

Mój ojciec pił alkohol. Jako dziecko nie rozumiałam zachowań ojca pod wpływem alkoholu zmieniał się z łagodnego w furiata, przed którym trzeba było uciekać, wyzywał, bił.  Jak nie pił brał mnie na kolana , potrafił pięknie opowiadać . Później już nawet takich chwil nie byłam pewna.

Nie rozumiałam mamy,  która usprawiedliwiała ojca nie raz zrzucała winę na nas za picie ojca . Marzyłam by z tego domu wyjść, ale też się bałam, nie ufałam ani ludziom ani sobie, unikałam kontaktu bliższego , bałam się że może mi się trafić facet podobny do ojca. Moje marzenia były głęboko skryte i zupełnie sprzeczne z tym co robiłam z własnym życie.

Nie rozumiałam siebie, czułam się gorsza, mniej atrakcyjna itp. Kiedyś w jakimś czasopiśmie przeczytałam artykuł o DDA , mocno mnie zaciekawił, pogłębiłam wiedzę w Internecie, później poszukałam poradni. Przyjęła mnie Zosia. I wszystko się zaczęło burzyć w trakcie sesji, moje przekonania na temat rodziców, na temat mnie samej. Nie powiem sesje niekiedy były trudne, sięgałam po chusteczki. Nauczyłam się płakać przy Zosi , śmiać .Robić pierwsze kroki w kierunku akceptacji siebie, wyznaczać cel ,wychodzić z chaosu. Myślę ,że gdybym jej nie zaufała nie pokonałabym tej drogi.

Regina